czwartek, 8 stycznia 2015

[1] Życie nie jest proste.

I nigdy nie będzie. Serio. Jeśli myślisz inaczej jesteś idiotą. Albo możesz się przyznać, że nie wiesz co to życie. Twój wybór, którą opcję wolisz. Podpowiem tylko, że oby dwie są do kitu. 
Każdy ma jakieś problemy. Większe lub mniejsze. Chociaż czy można powiedzieć, że jakiś problem jest większy bądź mniejszy? Jasne, wydaje się, że np. głodujące dzieci to większy problem od niezdanego sprawdzianu. Ale dla kogo? Dla kogo jest większy? Na pewno nie dla tego, kto oblał maturę albo nie zdał egzaminu. W sumie jak się lepiej przyjrzeć, to każdy problem jest tak samo duży w danej chwili. I dam sobie dwie ręce uciąć, że każdy, totalnie każdy na tej planecie miał w życiu choć jeden problem. 

Z problemami jest dziwnie. Na początku wydają się być wielkie, czasami wręcz depresyjne, a z biegiem czasu stają się malutkie i zapomniane. Tak jakby nigdy nie istniały. Majaczą się gdzieś w odmętach pamięci, teraz jako nic nieznaczące wspomnienie. Hmm w sumie chyba nie do końca nic nieznaczące. Niektóre uczą, dają siłę do działania,  do zmian, do osiągnięcia czegoś niemożliwego. 

Dlatego życie nie jest proste. Bo ludzie mają problemy...dużo problemów. Jak ja. Tych prostych i tych "złożonych?". Mam za sobą niezdane sprawdziany, egzaminy, i wszystkie inne te pierdoły związane z edukacją, które kiedyś wydawały mi się największymi zmaganiami w życiu, a teraz zastanawiam się jak mogłam być tak głupia i przejmować się czymś tak bardzo przyziemnym. W sumie dalej się przejmuję, każdym egzaminem i pracą. Czemu? Bo mogę. Mogę narzekać, że jest beznadziejnie i płakać, krzyczeć, tupać nogami ze złości. Później zapomnę jak o wszystkie bzdurach. To czego się nie zapomina to coś co doświadczyło nas bardzo mocno. Zraniło, upokorzyło, zawiodło nasze zaufanie do całego świata. Nie każdy ma coś takiego na koncie. Ja mam. I ludzie mogą mi wmawiać, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Mówić, że to dodaje mi siły, kształtuje, powoduje, że mój charakter się zmienia. Szczerze? Wolałabym żeby to nigdy się nie wydarzyło. W dupie mam takie kształtowanie charakteru. Przypuszczam, że głodujące dzieci, biedne rodziny, niepełnosprawni ludzie i wszyscy z czymś co mocno ich dotknęło również mają w dupie gadki o sile, którą dają nam te wszystkie dramaty. Poważnie, przestańcie pieprzyć. 

Różne rzeczy nam się przytrafiają, i tak, nie ma wyjścia trzeba spiąć tyłek i za każdym razem gdy się upada trzeba się podnieść. Też się podnosiłam, i upadałam i znowu podnosiłam i znowu upadałam i tak będzie w kółko aż do śmierci? Cholera, strasznie to melodramatyczne. Nieważne, może takie być. Chodzi o to, że żyjemy od wydarzenia do wydarzenia. Problemy będą. Wszyscy je mają, nawet bogaci. Serio. Myślisz, że bogaci nie mają problemów? No cóż, właśnie zostałeś idiotą. Po raz drugi. Gratuluję. 

Ktoś, gdzieś kiedyś powiedział, że żyjemy po to żeby umrzeć. Miał rację, tak jest, w 100%. Ale można też żyć tak, żeby powiedzieć, że zrobiło się wszystko w życiu żeby umierać szczęśliwym i być zadowolonym z całego swojego życia. Wykorzystaj to, nie każdy ma takie możliwości. Czasami oglądam te wszystkie różnie filmiki i filmy, które pokazują jak ludzie spełniają swoje marzenia. Gdy pewnego dnia rzucają wszystko, pakują plecak i ruszają w podróż dookoła świata. Albo skaczą ze spadochronem lub zdobywają najtrudniejsze szczyty gór. Oglądasz taki film, myślisz, że możesz wszystko, a potem nie robisz nic. Spoko, ja też tak myślę i dalej nie mam swojego filmiku z 80 dni dookoła świata. Nie muszę mieć. Każdego cieszy co innego. Po prostu rób to co daje ci radość, sprawia, że się uśmiechasz, satysfakcjonuje cię. Życie dalej nie będzie proste, ale odrobinę jaśniejsze. Jedyne co cię ogranicza to ty sam. Strach, niezdecydowanie, może trochę lenistwo. 
Jednego jestem pewna. Gdy odkryjesz swoją drogę, obojętnie jaka by nie była będzie, uśmiechniesz się. Możesz zostać matką, ojcem, podróżnikiem, sportowcem, nauczycielem, strażakiem, księgowym, możesz rozdawać buziaki na ulicy. Może nie będzie prościej, ale może chociaż odrobinę lepiej. Ja też szukam, ciągle. 

Być może nigdy nie znajdę tego czego szukam. Popełniam błędy każdego dnia, i czasami ich żałuję. Dookoła mnie jest chaos, nic nie jest pewne i nic nie jest proste. Sama jestem cholernie i zdrowo kopnięta. Dlatego zaczęłam pisać. Żeby sprawdzić czy to co piszę ma sens, czy się sprawdza, czy kiedyś zapanuje w miarę względny porządek.