poniedziałek, 20 kwietnia 2015

[2] Recenzja pomadek Golden Rose.

Hey! W końcu zebrałam się na recenzję pomadek firmy Golden Rose. Pomadki te bardzo szybko zyskały popularność, dzięki swoim wielu zaletom :) W swojej "kolekcji" posiadam sześć kolorów tej firmy i postanowiłam podzielić się z wami swoimi spostrzeżeniami na ich temat.


W mojej kosmetyczce znajdują się dwie serie Golden Rose:
- Vision Lipstick Vitamin E - cena: 10,90
- Velvet Matte - cena: 11,90


Szybciutko postaram się opisać każdy z kolorów, ponieważ pomimo tej samej serii troszkę się różnią np. w sposobie nakładanie czy w trwałości.

1. Vision Lipstick nr 126
     Cudowny kolor nude z delikatną nutą różu. Rozprowadzanie banalnie proste, nie trzeba używać          konturówki, w bardzo prosty sposób można ją nałożyć i cieszyć się pięknymi ustami. Jedyny              minus to jej trwałość. Pod względem trwałości najgorszy kolor z przeze mnie posiadanych. Często      trzeba ją poprawiać i najlepiej nic nie jeść, nie pić, nie dotykać. Można powiedzieć, że godzinę się      utrzyma a później warto dołożyć i poprawić.

2. Vision Lipstick nr 102
     Ładny odcień pomarańczu z delikatną domieszką złota (nie jest ona mocno widoczna). Ze                    względu na konsystencję bardzo łatwo się rozprowadza, również nie wymaga użycia konturówki.        Odnoszę wrażenie, że ten kolor ze względu na swój ciepły odcień nie będzie pasował każdemu.          Bardzo widocznych wad nie zauważyłam. Trwałość jest również zadowalająca.

3. Velvet Matte nr 12
     Seria ta jak sama nazwa wskazuje nie jest typową matową serią. Posiada lekko kremową                      konsystencję, dzięki czemu ułatwia nakładanie. Ciężko mi opisać ten kolor, powiedziałabym, że          jest to zgaszony róż, Kolor ten na ustach pomimo tego, że należy do ciemniejszych odcieni nie            wyróżnia się mocno. Poza tym trwałość jest świetna, a przy ścieraniu, zjada się równomiernie.

4. Vision Lipstick nr 124
     Mój absolutny faworyt. Ten kolor się kocha albo nienawidzi. Piękny fioletowy, energetyczny              odcień. Mocno widoczna, z daleka rzucająca się w oczy pomadka, która tak naprawdę tworzy cały      makijaż. Poza cudowną kremową konsystencją, posiada niesamowitą trwałość. Przy odrobinie            ostrożności można ją nosić na ustach cały dzień :) Przy tym kolorze proponowałabym użycie              konturówki dla uzyskania ładnej linii.

5. Velvet Matte nr 06
     Kolejny kolor, w którym jestem absolutnie zakochana. Żywa, cudowna czerwień, przy mocnym          świetle lekko wpadająca w odcień pomarańczu. Trwałość idealna, Pomadkę miałam nałożoną na        weselu i raz w ciągu całej imprezy ją poprawiłam, przy czym w ogóle nie przejmowałam się czy        ściera się podczas jedzenia lub picia. Zjada się równomiernie, więc nawet jeżeli lekko się zje nie        musimy się przejmować.

6. Velvet Matte nr 09
Kolor śliczny, powiedziałabym, że jest to żywsza wersja Velvet Matte 12. Cukierkowy różowy, które po nałożeniu na usta sprawia, że makijaż staje się lekki i świeży. Niestety jako jedyny z kolorów brzydko się ściera oraz podkreśla suche skórki. W procesie zjadnia się, zostają linie wokół ust. Trwałość też nie jest najlepsza, około 2 godzin. Niemniej jednak kolor jest przeuroczy.

Na zakończenie zdjęcie jak kolory prezentują się na ustach (musiałam się nie mało namęczyć z aparatem żeby oddać realny kolor :D).

Podsumowując, pomadki są absolutnie warte zakupu. Cena 10-12 zł jest bardzo mała w stosunku do trwałości, jakości i wyglądu. Myślę, że każda z nas znajdzie dla siebie kolor w szafach Golden Rose. Jak najbardziej polecam każdemu :)
A jakie są wasze doświadczenia z tymi pomadkami? Jesteście zadowolone czy może jednak nie? A może dalej zastanawiacie się nad zakupem jakiegoś koloru? 

czwartek, 8 stycznia 2015

[1] Życie nie jest proste.

I nigdy nie będzie. Serio. Jeśli myślisz inaczej jesteś idiotą. Albo możesz się przyznać, że nie wiesz co to życie. Twój wybór, którą opcję wolisz. Podpowiem tylko, że oby dwie są do kitu. 
Każdy ma jakieś problemy. Większe lub mniejsze. Chociaż czy można powiedzieć, że jakiś problem jest większy bądź mniejszy? Jasne, wydaje się, że np. głodujące dzieci to większy problem od niezdanego sprawdzianu. Ale dla kogo? Dla kogo jest większy? Na pewno nie dla tego, kto oblał maturę albo nie zdał egzaminu. W sumie jak się lepiej przyjrzeć, to każdy problem jest tak samo duży w danej chwili. I dam sobie dwie ręce uciąć, że każdy, totalnie każdy na tej planecie miał w życiu choć jeden problem. 

Z problemami jest dziwnie. Na początku wydają się być wielkie, czasami wręcz depresyjne, a z biegiem czasu stają się malutkie i zapomniane. Tak jakby nigdy nie istniały. Majaczą się gdzieś w odmętach pamięci, teraz jako nic nieznaczące wspomnienie. Hmm w sumie chyba nie do końca nic nieznaczące. Niektóre uczą, dają siłę do działania,  do zmian, do osiągnięcia czegoś niemożliwego. 

Dlatego życie nie jest proste. Bo ludzie mają problemy...dużo problemów. Jak ja. Tych prostych i tych "złożonych?". Mam za sobą niezdane sprawdziany, egzaminy, i wszystkie inne te pierdoły związane z edukacją, które kiedyś wydawały mi się największymi zmaganiami w życiu, a teraz zastanawiam się jak mogłam być tak głupia i przejmować się czymś tak bardzo przyziemnym. W sumie dalej się przejmuję, każdym egzaminem i pracą. Czemu? Bo mogę. Mogę narzekać, że jest beznadziejnie i płakać, krzyczeć, tupać nogami ze złości. Później zapomnę jak o wszystkie bzdurach. To czego się nie zapomina to coś co doświadczyło nas bardzo mocno. Zraniło, upokorzyło, zawiodło nasze zaufanie do całego świata. Nie każdy ma coś takiego na koncie. Ja mam. I ludzie mogą mi wmawiać, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Mówić, że to dodaje mi siły, kształtuje, powoduje, że mój charakter się zmienia. Szczerze? Wolałabym żeby to nigdy się nie wydarzyło. W dupie mam takie kształtowanie charakteru. Przypuszczam, że głodujące dzieci, biedne rodziny, niepełnosprawni ludzie i wszyscy z czymś co mocno ich dotknęło również mają w dupie gadki o sile, którą dają nam te wszystkie dramaty. Poważnie, przestańcie pieprzyć. 

Różne rzeczy nam się przytrafiają, i tak, nie ma wyjścia trzeba spiąć tyłek i za każdym razem gdy się upada trzeba się podnieść. Też się podnosiłam, i upadałam i znowu podnosiłam i znowu upadałam i tak będzie w kółko aż do śmierci? Cholera, strasznie to melodramatyczne. Nieważne, może takie być. Chodzi o to, że żyjemy od wydarzenia do wydarzenia. Problemy będą. Wszyscy je mają, nawet bogaci. Serio. Myślisz, że bogaci nie mają problemów? No cóż, właśnie zostałeś idiotą. Po raz drugi. Gratuluję. 

Ktoś, gdzieś kiedyś powiedział, że żyjemy po to żeby umrzeć. Miał rację, tak jest, w 100%. Ale można też żyć tak, żeby powiedzieć, że zrobiło się wszystko w życiu żeby umierać szczęśliwym i być zadowolonym z całego swojego życia. Wykorzystaj to, nie każdy ma takie możliwości. Czasami oglądam te wszystkie różnie filmiki i filmy, które pokazują jak ludzie spełniają swoje marzenia. Gdy pewnego dnia rzucają wszystko, pakują plecak i ruszają w podróż dookoła świata. Albo skaczą ze spadochronem lub zdobywają najtrudniejsze szczyty gór. Oglądasz taki film, myślisz, że możesz wszystko, a potem nie robisz nic. Spoko, ja też tak myślę i dalej nie mam swojego filmiku z 80 dni dookoła świata. Nie muszę mieć. Każdego cieszy co innego. Po prostu rób to co daje ci radość, sprawia, że się uśmiechasz, satysfakcjonuje cię. Życie dalej nie będzie proste, ale odrobinę jaśniejsze. Jedyne co cię ogranicza to ty sam. Strach, niezdecydowanie, może trochę lenistwo. 
Jednego jestem pewna. Gdy odkryjesz swoją drogę, obojętnie jaka by nie była będzie, uśmiechniesz się. Możesz zostać matką, ojcem, podróżnikiem, sportowcem, nauczycielem, strażakiem, księgowym, możesz rozdawać buziaki na ulicy. Może nie będzie prościej, ale może chociaż odrobinę lepiej. Ja też szukam, ciągle. 

Być może nigdy nie znajdę tego czego szukam. Popełniam błędy każdego dnia, i czasami ich żałuję. Dookoła mnie jest chaos, nic nie jest pewne i nic nie jest proste. Sama jestem cholernie i zdrowo kopnięta. Dlatego zaczęłam pisać. Żeby sprawdzić czy to co piszę ma sens, czy się sprawdza, czy kiedyś zapanuje w miarę względny porządek.